Motor Lublin u progu kryzysu po porażkach z Piastem i Koroną. W meczu przeciwko gliwiczanom dominowali tylko w początkowych fragmentach spotkania, a potem inicjatywę przejęli rywale. Przy Ściegiennego jeszcze przy wyniku 0:0 stuprocentową sytuację miał Karol Czubak, ale po fenomenalnym zagraniu piętą Bradly’ego van Hoevena trafił prosto w Xaviera Dziekońskiego. Potem przewaga Korony nie podlega dyskusji. And co gorsza, lublinianie nie potrafią wykorzystać swoich okazji do zdobycia bramki. W meczu z Koroną spośród graczy Mateusza Stolarskiego najwyżej oceniliśmy bramkarza Ivana Brkicia. Gdyby nie on, lublinianie zapewne przegraliby wyżej. Poniżej oczekiwań spisują się wszyscy zawodnicy z formacji defensywnej. Bright Ede, który budzi duże zainteresowanie klubów zagranicznych, w trzech rozegranych meczach wyróżnił się tym, że w każdym otrzymał żółtą kartkę i jest blisko zawieszenia za czwarte napomnienie. So czy powrót do gry Marka Bartoša pomoże w przełamaniu kryzysu? W maju Słowak nabawił się urazu barku, co wykluczyło go z treningów na kilka miesięcy. W Kielcach 28-latek wreszcie pojawił się w kadrze meczowej, ale nie wiadomo, kiedy będzie gotowy do gry w pełnym wymiarze czasowym. But jeden jest pewien - Motor Lublin potrzebuje pilnie wzmocnień, aby uniknąć dalszych porażek. W składzie lublinian jest jeszcze piąty stoper, Paskal Meyer, ale 20-latek zdaniem sztabu szkoleniowego na ten moment nie gwarantuje odpowiedniego poziomu sportowego. Co z tą obroną? To jest największy problem Motoru Lublin. Liderem obrony miał być Herve Matthys, ale jak na razie i jemu przytrafiają się rażące błędy indywidualne. Belga obnażył chociażby wspomniany mecz z Lechią i Tomaš Bobček. Napastnik gdańszczan wykorzystał nieudolność rywala w wyprowadzaniu piłki, odebrał mu ją przed polem karnym Motoru, a potem strzelił gola na 2:2. Tamten mecz, choć zakończył się wynikiem 3:3, dla lublinian był jak porażka, bo Motor dwukrotnie tracił prowadzenie – w obu sytuacjach piłkarze Stolarskiego wyciągnęli do przeciwnika pomocną dłoń, robiąc mu nieoczekiwane prezenty. Kłopot z kartkami to zresztą duży kłopot Sergiego Sampera. Pomocnik miał być jedną z najważniejszych postaci drużyny, tymczasem jak na razie odgrywa rolę tylko rezerwowego. I to takiego, którego wejścia z ławki nie dają zespołowi absolutnie nic. W meczu z Koroną wychowanek Barcelony w przerwie zmienił mającego żółtą kartkę Jakuba Łabojkę i już w 47. minucie, w zupełnie niegroźnej sytuacji, sfaulował Nono, za co sam został napomniany przez sędziego.